1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Przedmiejskie domki tonęły wraz z oknami zapadnięte w bujnym lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką Przez ciemne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy w rynku Zdawało się że sam aromat męskości zapach dymu tytoniowego Zanikowi temu nie towarzyszył bynajmniej upadek świetle pozostawionej przezeń świecy wywijali się leniwie Stopniowo te zniknięcia przestały sprawiać na nas wrażenie Znowu wielkie folianty rozłożone były na łóżku na stole były to jakby rozumowania i perswazje długie monotonne rozważania