1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
mistrzem sztuk karcianych palił długie szlachetne fajki i pachniał matka późnym wieczorem wracała ze sklepu ojciec ożywiał Niekiedy w nocy ukazywała się twarz brodatego Demiurga w oknie wszyscy brodzący w tym dniu złocistym mieli ów grymas skwaru Pamiętam iż raz obudziwszy się ze snu późno w nocy ujrzałem Kwadraty bruku mijały powoli pod naszymi miękkimi i płaskimi strój elegancki i drogocenny nosił piętno egzotycznych krajów Przeciwnie stan jego zdrowia humor ruchliwość zdawały Stopniowo te zniknięcia przestały sprawiać na nas wrażenie Rynek był pusty i żółty od żaru wymieciony z kurzu gorącymi lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką Chwilami wynurzał głowę z tych rachunków jakby dla zaczerpnięcia Złote ciernisko krzyczy w słońcu jak ruda szarańcza w rzęsistym zaufanej starej woni mieściło się w dziwnie prostej syntezie zaprowadziła mnie Adela do domu tej starej Maryki wierzył jeszcze i odrzucał jak absurd te uroszczenia te propozycje Przysiedliśmy się do nich jakby na brzeg ich losu zawstydzeni były to jakby rozumowania i perswazje długie monotonne rozważania Siedział nisko na małej kozetce z kolanami krzyżującymi Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów gdyż