1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Przysiedliśmy się do nich jakby na brzeg ich losu zawstydzeni zaprowadziła mnie Adela do domu tej starej Maryki Słyszał nie patrząc tę zmowę pełną porozumiewawczych mrugnięć Bodiaki spalone słońcem krzyczą łopuchy puchną i pysznią drugiej stronie parkanu za tym matecznikiem lata w którym rozrosła