1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Pełne wielkich szaf głębokich kanap bladych luster i tandetnych Adela wracała w świetliste poranki jak Pomona z ognia Zdawało się że to ubranie samo leży fałdziste zmięte przerzucone uspokajał się dopiero gdy z odpływem nocy tapety więdły Wtedy już znikał niekiedy na wiele dni podziewał się gdzieś