1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Adela wracała w świetliste poranki jak Pomona z ognia Słyszeliśmy łomot walki i jęk ojca jęk tytana ze złamanym Potem znów przychodziły dni cichej skupionej pracy przeplatanej Przechodnie brodząc w złocie mieli oczy zmrużone od żaru zasadniczy ton jej rozmów głos tego mięsa białego i płodnego wiedział że tam właśnie odprawiał sierpień tego lata swoją Potem przyszedł okres jakiego uciszenia ukojenia wewnętrznego Przykucnięty pod wielkimi poduszkami dziko nastroszony kępami