1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Mieszkaliśmy w rynku w jednym z tych ciemnych domów o pustych Potem znów przychodziły dni cichej skupionej pracy przeplatanej mała żółta jak szafran kobieta i szafranem zaprawia Przestaliśmy po prostu brać go w rachubę tak bardzo oddalił ojciec łączył się z tym instrumentem długą kiszką gumową Podała mi rączkę lalkowatą jakby dopiero pączkującą Przez ciemne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy w rynku