1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
półmroku sieni wstępowało się od razu w słoneczną kąpiel Pełne wielkich szaf głębokich kanap bladych luster i tandetnych Zdawało się że to ubranie samo leży fałdziste zmięte przerzucone skrzyni na słomie leżała głupia Maryka blada jak opłatek kątach siedziały nieruchomo wielkie karakony wyogromnione własnym Marek mały zgarbiony o twarzy wyjałowionej z płci siedział wiedział że tam właśnie odprawiał sierpień tego lata swoją