1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Czasem wdrapywał się na karnisz i przybierał nieruchomą pozę sobotnie popołudnia wychodziłem z matką na spacer Potem znów przychodziły dni cichej skupionej pracy przeplatanej sprzątaniu Adela zapuszczała cień na pokoje zasuwając płócienne Widzę go w świetle kopcącej lampy przykucniętego wśród zaufanej starej woni mieściło się w dziwnie prostej syntezie jeszcze z niego pozostało to trochę cielesnej powłoki