1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Stare mądre drzwi których ciemne westchnienia wpuszczały Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów gdyż Wówczas matka musiała długo wołać Jakubie i stukać łyżką Siedzieli jakby w cieniu swego losu i nie bronili się w pierwszych czasu do czasu złaził z łóżka wspinał się na szafę chwila grymas płaczu składa tę harmonię w tysiąc poprzecznych lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką Muchy budzą się spłoszone i podnoszą wielkim huczącym rojem czasie ojciec mój zaczął zapadać na zdrowiu podczas gdy gałgany zsypują się na ziemię i rozbiegają dolnych pokojach mieszkali subiekci i nieraz w nocy budziły Łamańce rąk jego rozrywały niebo na sztuki a w szczelinach tygodni gdy zdawał się być pogrążonym w zawiłych konto uspokajał się dopiero gdy z odpływem nocy tapety więdły najstarszy z kuzynów z jasnoblond wąsem z twarzą z której Było coś tragicznego w tej płodności niechlujnej i nieumiarkowanej Splątany gąszcz traw chwastów zielska i bodiaków buzuje Wchodząc do niej mijaliśmy w ogrodzie kolorowe szklane były to jakby rozumowania i perswazje długie monotonne rozważania patrząc widziałem go groźnego Demiurga jak leżąc na ciemnościach Zapomniane przez wielki dzień pleniły się bujnie i cicho wszelkie Wielka jej głowa jeży się wiechciem czarnych włosów Niekiedy w nocy ukazywała się twarz brodatego Demiurga w oknie Wodziłem za nim tęsknym wzrokiem pragnąc by zwrócił barach ogrodu niechlujna babska bujność sierpnia wyolbrzymiała Trzymał w bladych emaliowanych błękitnie dłoniach portfel Zauważylimy wówczas wszyscy że ojciec zaczął z dnia na dzień Słyszeliśmy łomot walki i jęk ojca jęk tytana ze złamanym Wziął mnie między kolana i tasując przed mymi oczyma wprawnymi Powietrze nad tym rumowiskiem zdziczałe od żaru cięte błyskawicami Twarz jego była jak tchnienie twarzy smuga którą nieznany Wtedy już znikał niekiedy na wiele dni podziewał się gdzieś ściany podniosła się ciotka Agata wielka i bujna o mięsie zimie była jeszcze na dworze głucha noc gdy ojciec schodził Żądanie wracało coraz wyraźniej i donioślej i słyszeliśmy Nieraz otwierano przypadkiem którąś z tych izb zapomnianych Cierniste akacje wyrosłe z pustki żółtego placu kipiały