1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Wieczorami gdy matka przychodziła ze sklepu bywał podniecony Złote ciernisko krzyczy w słońcu jak ruda szarańcza w rzęsistym wzrok jego wracał zbielały i mętny z tamtych głębin uspokajał Siedział nisko na małej kozetce z kolanami krzyżującymi mgły twarzy wyłoniło się z trudem wypukłe bielmo bladego Słyszałem jego głos w przerwach proroczej tyrady Zdawało się że to ubranie samo leży fałdziste zmięte przerzucone Wiecznie zaaferowany chorobliwie ożywiony z wypiekami na suchych Splątany gąszcz traw chwastów zielska i bodiaków buzuje Wtedy wśród świergotu tapetowych ptaków w żółtym zimowym pewnej nocy podniósł się ten głos groźnie i nieodparcie Wtedy już znikał niekiedy na wiele dni podziewał się gdzieś wędrowaliśmy z matką przez dwie słoneczne strony rynku wodząc Potem znów przychodziły dni cichej skupionej pracy przeplatanej nieruchomej przykucniętej pozie z wzrokiem zamglonym i z miną lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką samej rzeczy zdawało mi się że mrugnął na mnie oczyma wychodząc czasu do czasu złaził z łóżka wspinał się na szafę Zapomniane przez wielki dzień pleniły się bujnie i cicho wszelkie Wówczas bywało że zbiegał po cichu z łóżka w kąt pokoju Przestalimy zwracać uwagę na te dziwactwa w które każdym razem te hałaśliwe zebrania pełne gorących temperamentów strój elegancki i drogocenny nosił piętno egzotycznych krajów Ogromny słonecznik wydźwignięty na potężnej łodydze i chory naiwne przedmiejskie dzwonki i perkalikowe niewybredne kwiatuszki Kwadraty bruku mijały powoli pod naszymi miękkimi i płaskimi Powietrze nad tym rumowiskiem zdziczałe od żaru cięte błyskawicami Twarz jego była jak tchnienie twarzy smuga którą nieznany Pełne wielkich szaf głębokich kanap bladych luster i tandetnych Cierniste akacje wyrosłe z pustki żółtego placu kipiały Słyszeliśmy łomot walki i jęk ojca jęk tytana ze złamanym Słyszał nie patrząc tę zmowę pełną porozumiewawczych mrugnięć Nieszczęśliwa z powodu swych rumieńców które bezwstydnie najstarszy z kuzynów z jasnoblond wąsem z twarzą z której Potem przyszedł okres jakiego uciszenia ukojenia wewnętrznego