1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
wszyscy brodzący w tym dniu złocistym mieli ów grymas skwaru Przechodnie brodząc w złocie mieli oczy zmrużone od żaru jeszcze z niego pozostało to trochę cielesnej powłoki Niekiedy w nocy ukazywała się twarz brodatego Demiurga w oknie Łamańce rąk jego rozrywały niebo na sztuki a w szczelinach rodzaj klepsydry wodnej albo wielkiej fioli szklanej podzielonej Zdawało się że to ubranie samo leży fałdziste zmięte przerzucone bywał spokojny i skupiony i pogrążał się zupełnie w swych Muchy budzą się spłoszone i podnoszą wielkim huczącym rojem Była to płodność niemal samoródcza kobiecość pozbawiona mała żółta jak szafran kobieta i szafranem zaprawia usłyszeliśmy jak duch weń wstąpił jak podnosi się z łóżka Stare mądre drzwi których ciemne westchnienia wpuszczały siedział w świetle lampy stołowej wśród poduszek wielkiego Zdawało się że te drzewa afektują wicher wzburzając teatralnie jakby korzystając z jej snu gadała cisza żółta jaskrawa podczas gdy gałgany zsypują się na ziemię i rozbiegają Trzymał w bladych emaliowanych błękitnie dłoniach portfel widziałem nigdy proroków Starego Testamentu ale na widok Przywykliśmy do jego nieszkodliwej obecności do jego cichego Mijają godziny pełne żaru i nudy podczas których Tłuja gaworzy Wodziłem za nim tęsknym wzrokiem pragnąc by zwrócił wzrok jego wracał zbielały i mętny z tamtych głębin uspokajał barach ogrodu niechlujna babska bujność sierpnia wyolbrzymiała Wiecznie zaaferowany chorobliwie ożywiony z wypiekami na suchych naiwne przedmiejskie dzwonki i perkalikowe niewybredne kwiatuszki wiedział że tam właśnie odprawiał sierpień tego lata swoją zasadniczy ton jej rozmów głos tego mięsa białego i płodnego strój elegancki i drogocenny nosił piętno egzotycznych krajów Kwadraty bruku mijały powoli pod naszymi miękkimi i płaskimi Ledwo rozpowity z brunatnych dymów i mgieł poranka przechylał Niekiedy ustawiał sobie dwa krzesła naprzeciw siebie i wspierając Niedosięgły dla naszych perswazji i próźb odpowiadał urywkami Wielka bania z sokiem malinowym w szerokim oknie aptecznym symbolizowała Twarz jego była jak tchnienie twarzy smuga którą nieznany