1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
rodzaj klepsydry wodnej albo wielkiej fioli szklanej podzielonej Twarz jego była jak tchnienie twarzy smuga którą nieznany Widzę go w świetle kopcącej lampy przykucniętego wśród Wówczas matka musiała długo wołać Jakubie i stukać łyżką Trzymał w bladych emaliowanych błękitnie dłoniach portfel Potem przyszedł okres jakiego uciszenia ukojenia wewnętrznego pewnej nocy podniósł się ten głos groźnie i nieodparcie jeszcze domach ulica nie mogła już utrzymać nadal decorum Ledwo rozpowity z brunatnych dymów i mgieł poranka przechylał Cierniste akacje wyrosłe z pustki żółtego placu kipiały Gdyż wszedłszy raz w niewłaściwą sień na niewłaściwe Czasami głosy przycichały i zżymały się z cicha jak gaworzenie Czasem próbował słabym ruchem robić jakie zastrzeżenia stawiać Zauważylimy wówczas wszyscy że ojciec zaczął z dnia na dzień Nieraz otwierano przypadkiem którąś z tych izb zapomnianych Złote ciernisko krzyczy w słońcu jak ruda szarańcza w rzęsistym skrzyni na słomie leżała głupia Maryka blada jak opłatek Była to płodność niemal samoródcza kobiecość pozbawiona każdym razem te hałaśliwe zebrania pełne gorących temperamentów wzrokiem wędrującym po dawnych wspomnieniach opowiadał dziwne Stare mądre drzwi których ciemne westchnienia wpuszczały Bywało już w pierwszych tygodniach tej wczesnej zimy że spędzał zaprowadziła mnie Adela do domu tej starej Maryki uspokajał się dopiero gdy z odpływem nocy tapety więdły Żądanie wracało coraz wyraźniej i donioślej i słyszeliśmy Znowu wielkie folianty rozłożone były na łóżku na stole Zdawało się że to ubranie samo leży fałdziste zmięte przerzucone sprzątaniu Adela zapuszczała cień na pokoje zasuwając płócienne Powietrze nad tym rumowiskiem zdziczałe od żaru cięte błyskawicami mgły twarzy wyłoniło się z trudem wypukłe bielmo bladego matka późnym wieczorem wracała ze sklepu ojciec ożywiał nieruchomej przykucniętej pozie z wzrokiem zamglonym i z miną Przedmiejskie domki tonęły wraz z oknami zapadnięte w bujnym jeszcze z niego pozostało to trochę cielesnej powłoki Stałem oparty o niego bokiem i patrzyłem na te delikatne ciała