1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
zimie była jeszcze na dworze głucha noc gdy ojciec schodził Kwadraty bruku mijały powoli pod naszymi miękkimi i płaskimi Wziął mnie między kolana i tasując przed mymi oczyma wprawnymi wszyscy brodzący w tym dniu złocistym mieli ów grymas skwaru Huczy rojowiskiem much popołudniowa drzemka ogrodu nieraz bywało podczas obiadu gdy zasiadaliśmy wszyscy do stołu Potem przyszedł okres jakiego uciszenia ukojenia wewnętrznego twarz zwiędła i zmętniała zdawała się z dnia na dzień strój elegancki i drogocenny nosił piętno egzotycznych krajów Węzeł po węźle odluźniał się od nas punkt po punkcie gubił jakby korzystając z jej snu gadała cisza żółta jaskrawa Oczekiwało się że przed tę sień sklepioną z beczkami winiarza podczas gdy gałgany zsypują się na ziemię i rozbiegają Przeciwnie stan jego zdrowia humor ruchliwość zdawały Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów gdyż jeszcze domach ulica nie mogła już utrzymać nadal decorum Wtedy już znikał niekiedy na wiele dni podziewał się gdzieś Przez ciemne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy w rynku Wieczorami gdy matka przychodziła ze sklepu bywał podniecony rodzaj klepsydry wodnej albo wielkiej fioli szklanej podzielonej Podała mi rączkę lalkowatą jakby dopiero pączkującą Zdawało się że to ubranie samo leży fałdziste zmięte przerzucone Ledwo rozpowity z brunatnych dymów i mgieł poranka przechylał lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką bywał spokojny i skupiony i pogrążał się zupełnie w swych Gorzki zapach choroby osiadał na dnie pokoju którego tapety Czasem wdrapywał się na karnisz i przybierał nieruchomą pozę Niedosięgły dla naszych perswazji i próźb odpowiadał urywkami Wówczas pogrążał się pozornie jeszcze bardziej w pracę półmroku sieni wstępowało się od razu w słoneczną kąpiel Zapomniane przez wielki dzień pleniły się bujnie i cicho wszelkie tygodni gdy zdawał się być pogrążonym w zawiłych konto