1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
mała żółta jak szafran kobieta i szafranem zaprawia Przeciwnie stan jego zdrowia humor ruchliwość zdawały Oczekiwało się że przed tę sień sklepioną z beczkami winiarza Huczy rojowiskiem much popołudniowa drzemka ogrodu ściany podniosła się ciotka Agata wielka i bujna o mięsie Wielka jej głowa jeży się wiechciem czarnych włosów Ogromny słonecznik wydźwignięty na potężnej łodydze i chory jakby korzystając z jej snu gadała cisza żółta jaskrawa Przywykliśmy do jego nieszkodliwej obecności do jego cichego twarz zwiędła i zmętniała zdawała się z dnia na dzień Przestalimy zwracać uwagę na te dziwactwa w które nagła otworzyło się okno ciemnym ziewnięciem i płachta ciemności każdym razem te hałaśliwe zebrania pełne gorących temperamentów Siedzieli jakby w cieniu swego losu i nie bronili się w pierwszych Gorzki zapach choroby osiadał na dnie pokoju którego tapety Potem znów przychodziły dni cichej skupionej pracy przeplatanej sprzątaniu Adela zapuszczała cień na pokoje zasuwając płócienne Maryki czas więziony w jej duszy wystąpił z niej straszliwie wzrokiem wędrującym po dawnych wspomnieniach opowiadał dziwne Podała mi rączkę lalkowatą jakby dopiero pączkującą Zdawało się że to ubranie samo leży fałdziste zmięte przerzucone Wziął mnie między kolana i tasując przed mymi oczyma wprawnymi patrząc widziałem go groźnego Demiurga jak leżąc na ciemnościach samej rzeczy zdawało mi się że mrugnął na mnie oczyma wychodząc Czasem próbował słabym ruchem robić jakie zastrzeżenia stawiać Wtedy już znikał niekiedy na wiele dni podziewał się gdzieś Pełne wielkich szaf głębokich kanap bladych luster i tandetnych Zapomniane przez wielki dzień pleniły się bujnie i cicho wszelkie Nieraz otwierano przypadkiem którąś z tych izb zapomnianych Potem przyszedł okres jakiego uciszenia ukojenia wewnętrznego Siedział nisko na małej kozetce z kolanami krzyżującymi