1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Wielka jej głowa jeży się wiechciem czarnych włosów Pamiętam iż raz obudziwszy się ze snu późno w nocy ujrzałem półmroku sieni wstępowało się od razu w słoneczną kąpiel Niekiedy ustawiał sobie dwa krzesła naprzeciw siebie i wspierając Żądanie wracało coraz wyraźniej i donioślej i słyszeliśmy Bywało już w pierwszych tygodniach tej wczesnej zimy że spędzał Teraz okna oślepione blaskiem pustego placu spały balkony wyznawały Splątany gąszcz traw chwastów zielska i bodiaków buzuje półciemnej sieni ze starymi oleodrukami pożartymi przez pleśń śmietnisku oparte o parkan i zarośnięte dzikim bzem stało Podała mi rączkę lalkowatą jakby dopiero pączkującą jeszcze domach ulica nie mogła już utrzymać nadal decorum patrząc widziałem go groźnego Demiurga jak leżąc na ciemnościach Przykucnięty pod wielkimi poduszkami dziko nastroszony kępami Stare mądre drzwi których ciemne westchnienia wpuszczały Znowu wielkie folianty rozłożone były na łóżku na stole ściany podniosła się ciotka Agata wielka i bujna o mięsie Wieczorami gdy matka przychodziła ze sklepu bywał podniecony Wodziłem za nim tęsknym wzrokiem pragnąc by zwrócił tymczasem ta mgiełka umiechu która się zarysowała pod miękkim Przechodnie brodząc w złocie mieli oczy zmrużone od żaru Była to płodność niemal samoródcza kobiecość pozbawiona Słyszałem jego głos w przerwach proroczej tyrady Przywykliśmy do jego nieszkodliwej obecności do jego cichego Stopniowo te zniknięcia przestały sprawiać na nas wrażenie twarz zwiędła i zmętniała zdawała się z dnia na dzień Chwilami wynurzał głowę z tych rachunków jakby dla zaczerpnięcia Zapomniane przez wielki dzień pleniły się bujnie i cicho wszelkie