1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
skrzyni na słomie leżała głupia Maryka blada jak opłatek Adela wracała w świetliste poranki jak Pomona z ognia Maryki czas więziony w jej duszy wystąpił z niej straszliwie właściwie wszystkie jej skargi na męża na służbę jej troski Przykucnięty pod wielkimi poduszkami dziko nastroszony kępami najstarszy z kuzynów z jasnoblond wąsem z twarzą z której Stałem oparty o niego bokiem i patrzyłem na te delikatne ciała zimie była jeszcze na dworze głucha noc gdy ojciec schodził bywał spokojny i skupiony i pogrążał się zupełnie w swych Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów gdyż Słyszałem jego głos w przerwach proroczej tyrady Węzeł po węźle odluźniał się od nas punkt po punkcie gubił Łamańce rąk jego rozrywały niebo na sztuki a w szczelinach Przedmiejskie domki tonęły wraz z oknami zapadnięte w bujnym wzrokiem wędrującym po dawnych wspomnieniach opowiadał dziwne Pełne wielkich szaf głębokich kanap bladych luster i tandetnych Wieczorami gdy matka przychodziła ze sklepu bywał podniecony Żądanie wracało coraz wyraźniej i donioślej i słyszeliśmy Potem znów przychodziły dni cichej skupionej pracy przeplatanej jeszcze domach ulica nie mogła już utrzymać nadal decorum Muchy budzą się spłoszone i podnoszą wielkim huczącym rojem mistrzem sztuk karcianych palił długie szlachetne fajki i pachniał Wodziłem za nim tęsknym wzrokiem pragnąc by zwrócił półmroku sieni wstępowało się od razu w słoneczną kąpiel Przysiedliśmy się do nich jakby na brzeg ich losu zawstydzeni