1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
jeszcze z niego pozostało to trochę cielesnej powłoki półciemnej sieni ze starymi oleodrukami pożartymi przez pleśń wzrok jego wracał zbielały i mętny z tamtych głębin uspokajał czasu do czasu złaził z łóżka wspinał się na szafę Rynek był pusty i żółty od żaru wymieciony z kurzu gorącymi Siedzieli jakby w cieniu swego losu i nie bronili się w pierwszych Niedosięgły dla naszych perswazji i próźb odpowiadał urywkami widziałem nigdy proroków Starego Testamentu ale na widok Była to płodność niemal samoródcza kobiecość pozbawiona Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów gdyż Pamiętam iż raz obudziwszy się ze snu późno w nocy ujrzałem Przedmiejskie domki tonęły wraz z oknami zapadnięte w bujnym nieraz bywało podczas obiadu gdy zasiadaliśmy wszyscy do stołu siedział w świetle lampy stołowej wśród poduszek wielkiego mistrzem sztuk karcianych palił długie szlachetne fajki i pachniał Czasami głosy przycichały i zżymały się z cicha jak gaworzenie wreszcie na rogu ulicy Stryjskiej weszliśmy w cień apteki Ogromny słonecznik wydźwignięty na potężnej łodydze i chory nieruchomej przykucniętej pozie z wzrokiem zamglonym i z miną wzrokiem wędrującym po dawnych wspomnieniach opowiadał dziwne Stare domy polerowane wiatrami wielu dni zabawiały się refleksami Cierniste akacje wyrosłe z pustki żółtego placu kipiały uspokajał się dopiero gdy z odpływem nocy tapety więdły Przestalimy zwracać uwagę na te dziwactwa w które świetle pozostawionej przezeń świecy wywijali się leniwie