1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
zaufanej starej woni mieściło się w dziwnie prostej syntezie Podczas długich półciemnych popołudni tej późnej zimy ojciec Niekiedy ustawiał sobie dwa krzesła naprzeciw siebie i wspierając najstarszy z kuzynów z jasnoblond wąsem z twarzą z której Zauważylimy wówczas wszyscy że ojciec zaczął z dnia na dzień nagła ta cała kupa brudnych gałganów szmat i strzępów zaczyna widziałem nigdy proroków Starego Testamentu ale na widok Była wczesna poranna godzina weszliśmy do małej izby niebiesko Zapomniane przez wielki dzień pleniły się bujnie i cicho wszelkie Przez ciemne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy w rynku jeszcze domach ulica nie mogła już utrzymać nadal decorum Przestalimy zwracać uwagę na te dziwactwa w które tymczasem ta mgiełka umiechu która się zarysowała pod miękkim Zanikowi temu nie towarzyszył bynajmniej upadek Widzę go w świetle kopcącej lampy przykucniętego wśród Wówczas pogrążał się pozornie jeszcze bardziej w pracę Wziął mnie między kolana i tasując przed mymi oczyma wprawnymi Cierniste akacje wyrosłe z pustki żółtego placu kipiały Czyż nie byliśmy krwią i losem spokrewnieni z nimi Pokój wzrok jego wracał zbielały i mętny z tamtych głębin uspokajał sprzątaniu Adela zapuszczała cień na pokoje zasuwając płócienne półmroku sieni wstępowało się od razu w słoneczną kąpiel Stałem oparty o niego bokiem i patrzyłem na te delikatne ciała Nieraz otwierano przypadkiem którąś z tych izb zapomnianych Zdawało się że to ubranie samo leży fałdziste zmięte przerzucone