1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Kupka obdartusów ocalała w kącie rynku przed płomienną miotłą Zdawać się mogło że osobowość jego rozpadła się na wiele Zapomniane przez wielki dzień pleniły się bujnie i cicho wszelkie Zauważylimy wówczas wszyscy że ojciec zaczął z dnia na dzień Zdawało się że sam aromat męskości zapach dymu tytoniowego wierzył jeszcze i odrzucał jak absurd te uroszczenia te propozycje ojciec łączył się z tym instrumentem długą kiszką gumową podczas gdy gałgany zsypują się na ziemię i rozbiegają świetle błyskawicy ujrzałem ojca mego w rozwianej bieliźnie Maryki czas więziony w jej duszy wystąpił z niej straszliwie Wielka jej głowa jeży się wiechciem czarnych włosów Przywykliśmy do jego nieszkodliwej obecności do jego cichego Stopniowo te zniknięcia przestały sprawiać na nas wrażenie Nieraz otwierano przypadkiem którąś z tych izb zapomnianych bywał spokojny i skupiony i pogrążał się zupełnie w swych Muchy budzą się spłoszone i podnoszą wielkim huczącym rojem Przechodnie brodząc w złocie mieli oczy zmrużone od żaru samej rzeczy zdawało mi się że mrugnął na mnie oczyma wychodząc Wodziłem za nim tęsknym wzrokiem pragnąc by zwrócił twarz zwiędła i zmętniała zdawała się z dnia na dzień Wówczas pogrążał się pozornie jeszcze bardziej w pracę Wchodząc do niej mijaliśmy w ogrodzie kolorowe szklane Podała mi rączkę lalkowatą jakby dopiero pączkującą