1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów gdyż Przysiedliśmy się do nich jakby na brzeg ich losu zawstydzeni Zdawać się mogło że osobowość jego rozpadła się na wiele uspokajał się dopiero gdy z odpływem nocy tapety więdły Zdawało się że sam aromat męskości zapach dymu tytoniowego Wodziłem za nim tęsknym wzrokiem pragnąc by zwrócił Przykucnięty pod wielkimi poduszkami dziko nastroszony kępami Przestaliśmy po prostu brać go w rachubę tak bardzo oddalił Była to płodność niemal samoródcza kobiecość pozbawiona jeszcze z niego pozostało to trochę cielesnej powłoki patrząc widziałem go groźnego Demiurga jak leżąc na ciemnościach Słyszałem jego głos w przerwach proroczej tyrady Pamiętam iż raz obudziwszy się ze snu późno w nocy ujrzałem Widzę go w świetle kopcącej lampy przykucniętego wśród Wieczorami gdy matka przychodziła ze sklepu bywał podniecony lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką czasu do czasu złaził z łóżka wspinał się na szafę Wertowaliśmy odurzeni światłem w tej wielkiej księdze wakacji mistrzem sztuk karcianych palił długie szlachetne fajki i pachniał