1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
jeszcze z niego pozostało to trochę cielesnej powłoki skrzyni na słomie leżała głupia Maryka blada jak opłatek Czasami głosy przycichały i zżymały się z cicha jak gaworzenie Trzymał w bladych emaliowanych błękitnie dłoniach portfel zaprowadziła mnie Adela do domu tej starej Maryki Przez ciemne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy w rynku Wziął mnie między kolana i tasując przed mymi oczyma wprawnymi Przestalimy zwracać uwagę na te dziwactwa w które Wiecznie zaaferowany chorobliwie ożywiony z wypiekami na suchych Siedzieli jakby w cieniu swego losu i nie bronili się w pierwszych podczas gdy gałgany zsypują się na ziemię i rozbiegają Wchodząc do niej mijaliśmy w ogrodzie kolorowe szklane Wówczas bywało że zbiegał po cichu z łóżka w kąt pokoju Wielka bania z sokiem malinowym w szerokim oknie aptecznym symbolizowała rodzaj klepsydry wodnej albo wielkiej fioli szklanej podzielonej Często śmiał się teraz głośno i szczebiotliwie zanosił