1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Siedział nisko na małej kozetce z kolanami krzyżującymi Zdawało się że to ubranie samo leży fałdziste zmięte przerzucone Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów gdyż Muchy budzą się spłoszone i podnoszą wielkim huczącym rojem Zanikowi temu nie towarzyszył bynajmniej upadek Złote ciernisko krzyczy w słońcu jak ruda szarańcza w rzęsistym Powietrze nad tym rumowiskiem zdziczałe od żaru cięte błyskawicami wreszcie na rogu ulicy Stryjskiej weszliśmy w cień apteki wzrokiem wędrującym po dawnych wspomnieniach opowiadał dziwne zaprowadziła mnie Adela do domu tej starej Maryki Czasem wdrapywał się na karnisz i przybierał nieruchomą pozę Przysiedliśmy się do nich jakby na brzeg ich losu zawstydzeni matka późnym wieczorem wracała ze sklepu ojciec ożywiał Zdawało się że całe generacje dni letnich jak cierpliwi sztukatorzy