1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Stopniowo te zniknięcia przestały sprawiać na nas wrażenie ojciec łączył się z tym instrumentem długą kiszką gumową wyłupiaste pałuby łopuchów wybałuszyły się jak babska Była wczesna poranna godzina weszliśmy do małej izby niebiesko Było coś tragicznego w tej płodności niechlujnej i nieumiarkowanej wreszcie na rogu ulicy Stryjskiej weszliśmy w cień apteki Gdyż wszedłszy raz w niewłaściwą sień na niewłaściwe Wziął mnie między kolana i tasując przed mymi oczyma wprawnymi bywał spokojny i skupiony i pogrążał się zupełnie w swych Huczy rojowiskiem much popołudniowa drzemka ogrodu zaufanej starej woni mieściło się w dziwnie prostej syntezie Wyzbyty jakby zupełnie cielesnych potrzeb nie przyjmując tygodniami